
Wigilia. Boże Narodzenie. Kilka dni z innym klimatem, inną atmosferą, a może właśnie niczym nie różniące się od tych najnormalniejszych w roku – no może tylko świerk to nie świerk, a choinka, serweta na stole to nie serweta, a biały obrus, kolędy, wigilijna kolacja, kruchy opłatek, prezenty i dziwna myśl, że święta, święta i po świętach. A chyba jednak chodzi o coś więcej – o poczucie, znalezienie w sobie tego najbardziej wrażliwego miejsca i zauważenia, że jest magicznie. Magicznie, a nie tradycyjnie. Że jest taki dzień prawdziwego spokoju, prawdziwych ludzi, życzliwości, że trzeba/nie można tego zmarnować, wreszcie że może być tak zawsze…
i jeszcze życzenia – pewnie tyle było już ich złożonych w ciągu całego naszego życia, że nawet nie pamiętamy które się spełniło, a które nie…Może czas więc na prawdziwe życzenia – na takie, na których spełnienie sami będziemy mieli wpływ,
życzę więc:
- siły i odwagi w dążeniu do celu
- mocy przebaczania, szybkiego zapominania i serdeczności
- konsekwencji w działaniu
- odnajdywania wielu powodów do szczęścia
- najlepszego miejsca do ulokowania swoich uczuć
- mądrości życia
- sokolego wzroku, by dostrzegać to, co najistotniejsze
Cała reszta, włącznie ze zdefiniowaniem szczęścia, mądrości i tego, co najistotniejsze zależy od nas. Nie zawiedźmy się.